MONDAY

Poniedziałek. 6.00. Po Twoim pokoju roznosi się dźwięk budzika. Z niechęcią wyłączasz go a swoje ciało próbujesz zawlec do łazienki,aby po spojrzeniu w lustro przerazić się na swój widok.Następnie śniadanie i poranna kawa, aby choć w mniejszym stopniu nie przypominać trupa. Wszystko to jeszcze półtora miesiąca temu brzmiało tak absurdalne,wydawało się niemożliwe do czasu kiedy nie zdążyłam się zderzyć z miejscem, które zajmuje większość mojego dnia i nazywa się szkoła. Już od pierwszych dni drugiej liceum słowo, które najczęściej słyszę to "matura". Rozszerzenia zaczęły się na dobre, a nauczyciele nawet na chwile nie odpuszczają. Ciężko wbić się w szkolny rytm i przyzwyczaić się do codziennej rutyny. Podczas każdego zetknięcia z książką od biologi, uświadamiam sobie, że materiał nie jest taki łatwy,jak myślałam. Jednakże, trzeba wziąć się w garść i zacząć działaś. Nic innego mi nie pozostaje












2 komentarze:

  1. bardzo fajna całość, przypomniałaś mi o lecie :D

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo wróciłaś w moja ulubiona porę roku, jaką jest lato..ale niestety za oknem kropelki deszczu na szybkie.

    xclaudia-wojcik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń